niedziela, 30 października 2016

Stan oznaczeń drogowych na Rodos


Wandalizm jest wszędzie. Panoszy się na murach, ścianach, a nawet na znakach drogowych. Niszczenie znaków drogowych nie jest bynajmniej sprawą nową, jednak podczas ostatniej wycieczki po wyspie zauważyłam, jak dużą ma skalę. 


Znaki pokryte naklejkami, pomalowane sprayem, a nawet przebite kulami!



Szczytem był znak zakazujący polowań, podziurawiony kulami. Wandali nie odstraszają nawet wysokie kary. Według Kodeksu Drogowego grzywny za zniszczenie znaku wahają się od 1800-5900 euro. Dodatkowo zagrożone jest to karą pozbawienia wolności do lat dwóch.

Za stan znaków odpowiadają na swoim terenie gminy. Jednak niektóre z nich nie nadążają za lokalnymi artystami. Tak, więc zaklejone lub porysowane znaki stoją, zagrażając bezpieczeństwu na drodze. Kto odpowie w razie wypadku lub wykroczenia? Kierowca, wandal czy gmina, która nie zadbała o dobry stan oznaczeń?




Jedno jest pewne. Kierowca może dochodzić w sądzie odszkodowania za poniesione szkody. Gmina jest, bowiem odpowiedzialna za to by oznaczenie było widoczne dla kierowców.
Nie chcąc kończyć pesymistycznie dodam, że robi się sporo w zakresie poprawy tego stanu. Nowe znaki pokryte są specjalną powłoką antyffiti, usuwa się i osadza ponownie znaki „ścięte” podczas wypadków drogowych oraz stosuje się różne akcje uświadamiające np. w naszej miejscowej szkole. Wszystko to nie wystarczy dopóki wandale nie uruchomią wyobraźni lub nie poprawi się ścigalność takich czynów.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz