Booking.com

piątek, 19 sierpnia 2016

Problem żebractwa na Rodos

Niedawno zasypywana byłam pytaniami o problem uchodźców na wyspie. Przypominam, że ten problem jest marginalny i niemal niezauważalny. Niestety istnieje dużo większy problem, który od kilku lat stopniowo narasta. Mówię o żebractwie.


Co ciekawe niemal nie istnieje on poza stolicą wyspy. Trudno się zresztą dziwić, gdyż duże miasto przyciąga różne elementy.

Żebranie zaczyna się już właściwie na rogatkach miasta, a nawet wcześniej, przy głównej trasie. Przybiera też różne formy: żebranie wśród kierowców zatrzymujących się na czerwonym świetle. Zostaniemy zasypani propozycjami umycia szyby, kupna chusteczek higienicznych itp. drobiazgów.
W samym mieście jest jeszcze gorzej, zwłaszcza na Starym Mieście oraz na głównych ulicach nowej części. Ulubionym miejscem żebrzących są też okolice kościołów, banków, dużych sklepów oraz port Mandraki.
Często do żebrania wykorzystuje się dzieci, czy to malutkie w ramionach matki, czy też samodzielne kilkulatki, próbujące wyciągnąć kilka euro od przechodniów. Takie dziecko siedzi na ulicy i gra na jakimś instrumencie lub też oficjalnie podchodzi i prosi o jałmużnę.
Pod sklepami krążą osobnicy próbujący sprzedać kradzione rzeczy lub chcący odwieźć twój wózek za monetę, która znajduje się w środku.
Sposobów jest wiele. Mnie bulwersuje najbardziej ten stosowany przez zorganizowane grupy, a wykorzystujący kobiety i dzieci. Podczas, gdy kobieta siedzi na słońcu z niemowlęciem w ramionach, ich opiekun drzemie w pobliskim parku. Chociaż żebractwo w Grecji jest karalne i systematycznie zdarzają się nawet aresztowania, to problem ten nie znika, a nawet nasila się, wpływając negatywnie zarówno na opinię turystów, jak i na obraz miasta.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz